Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przetwory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przetwory. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 października 2015

SAŁATKA Z ZIELONYCH POMIDORÓW

...zapasy na zimę pochłaniają dużo czasu, ale gdy już się skończy robotę to satysfakcja gwarantowana przy degustacji.

Niektórzy moi znajomi próbują mi wytłumaczyć, że bezsensem jest robienie przetworów, bo wszystko można kupić w sklepach. Ja jednak wolę "swojaki", bo wiem co jem.
Dziś prezentuję sałatkę z zielonych pomidorów.
Przyjechał tata z działki i zapakował mi całą siatę zielonych kulek. Szkoda by było żeby się zmarnowały, a tata też dostanie kilka słoiczków.

Sałatka jest prosta, świetnie nadaje się jako dodatek do obiadu, czy do kanapek. Moja rodzinka lubi takie babcine smaki.
Receptura jest stara jak świat i pewnie większość z Was zna tę propozycję.

  • 5 kg zielonych pomidorów
  • 1,5 kg cebuli
  • 120g soli

zalewa

  • 2 litry wody
  • 0,5 kg cukru
  • 4 łyżeczki gorczycy
  • 4 łyżeczki pieprzy czarnego ziarnistego ( wymieszałam z kolorowym)
  • 4 łyżeczki ziela angielskiego
  • 0,5 litra octu 10%
  • ok 15 sztuk liści laurowych


Pomidory należy umyć i pokroić w plastry lub jeśli są duże w półplastry, cebulę obrać i przeciąć wzdłuż i pokroić na plasterki każdą połówkę. Wszystko posypać solą i dokładnie wymieszać. Odstawić na 5-6 godzin. Po tym czasie odlać powstały sok, a warzywa nałożyć ściśle do wyparzonych uprzednio słoików. Jesli ktoś ma ochotę to można również dodać pokrojoną paprykę.

Z podanych w/w składników zagotować zalewę i gorącą wlewać do słoików zakrywając sałatkę. Należy dopilnować by w każdym słoiku było trochę gorczycy, pieprzu i liść. Zakręcić solidnie i pasteryzować  w garnku wypełnionym wodą do 3/4 wysokości słoiczków przez 20 minut na małym ogniu od momentu zagotowania.
Potem wyjąć, ustawić do góry zadkiem i zostawić do wystudzenia.
Z podanej porcji wyszło mi 10 słoiczków 300ml i 4 słoiki po 550 ml.

A jak tam u Was z przetworami typu sałatki?
Ja lubię jeszcze Margarytkową sałatkę szwedzką i sałatkę z białej kapusty z papryką. W zimie do obiadku w sam raz.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie

sobota, 24 sierpnia 2013

CZAS ZAPASÓW


Ostatnimi czasy pogrążona jestem w produkcji zapasów na zimę. Wszystkiego po trochu. Szkoda nie robić gdy samo rośnie pod okiem, wystarczy zebrać i przetworzyć.









Przy takich robótkach nie może zabraknąć słodkości. Już dawno nie robiłam oponek serowych, więc nadarzyła się ku temu okazja.
Prosty przepis i szybkie wykonanie jeszcze bardziej zachęciły mnie do zrobienia. Najbardziej ucieszyły się maluchy :)

  • 1/2 kg sera
  •  4 łyżki cukru
  • 1/2 kg mąki
  • 1 niepełna łyżka octu
  • 1 łyżeczka sody
  • 2 jaja
  • 3  łyżki śmietany

 Wszystkie składniki wrzucić razem do miski i wyrobić na gładkie ciasto. Formować placki, zaś środek wykrawać kieliszkiem. Smażymy na głębokim tłuszczu. Po wystudzeniu posypujemy cukrem.


Gdy już zadowoliłam brzuszki łakomczuchów mogłam spokojnie brać się do pracy.
na pierwszy rzut poszło leczo. Większa część do słoików, zaś reszta do bieżącej konsumpcji z kiełbachą.



leczo robię w dwóch wersjach:
- część klasycznie
- część z ananasem


Przepisu chyba nie potrzeba podawać, bo jest to dość popularne danie.




Potem przyszedł czas na coś do mięsa, choć przyznam szczerze, że ten rarytas lubię jeść łyżeczką ze słoika :)




CZARNA   BORÓWKA Z GRUSZKAMI

Wspaniały dodatek do ciemnych mięs.
  • 1 kg borówki
  • 1 kg gruszki "Konferencja"
  • 3/4 szkl. cukru
Gruszki obieramy i kroimy w kostkę (drobne kawałki). Borówkę oczyszczamy i wsypujemy do garnka. Dodajemy 1/2 szklanki wody. Zagotowujemy i delikatnie mieszamy. Partolimy na małym ogniu. Gdy borówka już puści sok dokładamy gruszki. Smażymy do momentu aż gruszki będą miękkie.
Przekładamy na gorąco do słoików.
BORÓWKĘ CZERWONĄ z kolei robię w ten sam sposób tylko dodaję 1 szklankę cukru i sok z 1 cytryny. Tę odmianę używam do mięs białych.







Uwielbiam takie dodatki do pieczeni, mięs wędzonych i do obiadu.

Wy tez robicie borówki jako dodatek?





No i oczywiście ogórki są nadal wykańczane. Jest ich sporo więc szkoda by się zmarnowały.















Jesień idzie wielkimi krokami, na polach już zaorane, rano czuć już zapach liści, które niebawem spadną z drzew, a ptaki już nie śpiewają tak radośnie jak miesiąc temu
..... ale ten czas leci !!!!!

Miłej soboty wszystkim życzę

niedziela, 18 sierpnia 2013

...KROKODYLA DAJ MI LUBY

Dzień dobry wszystkim.
Dzisiejszy wpis będzie iście ogórkowy. Jako, że na działce trwa wysyp tego warzywa trzeba było przerobić większość.
Kiszone, konserwowe, w różnych postaciach...ogórki zawsze cieszą się dużą popularnością.
Dziś chciałabym przedstawić dwa sposoby na ogórki.
Rok temu dostałam przepis od koleżanki na ogórki "krokodylki" Co prawda było już po zbiorach ale w tym roku postanowiłam zrobić ten wynalazek.


              OGÓRKI KROKODYLKI



  • 2 kg malutkich ogórków
  • 2 główki czosnku
  • 1 kg cukru
  • 1,5 szkl octu
  • 4 łyżki soli kamiennej
  • 1,5 -2 łyżeczki sproszkowanej chili (pieprz cayenne)
  • 6 łyżek oleju

Ogórki pokroić na pół, posypać solą ( co jakiś czas mieszam). Po 3 godzinach odlać sok. Posypać chili i pokrojonym w plasterki czosnkiem. Polać rozgrzanym na patelni olejem, a następnie gorącą zalewą (cukier + ocet). Odstawić na 3-6 godzin. (ja zostawiam do następnego dnia wtedy jeszcze bardziej się marszczą)Do słoiczków (dżemowych lub mniejszych - wg uznania)Nałożyć ogórki + czosnek i zalać zalewą (można ją podgrzać). Pasteryzować 10 min.
Jeśli mamy większe ogórki można pokroić je w słupki. Zachowują się tak samo jak te maluśkie w całości.
Krokodylki są wyśmienite do chrupania czy jako dodatek do sałatki . Są pikantne w konkretnym smaku słodko- winnym. Moje zbyt krótko odstały (z braku czasu), ale smak mają taki jak trzeba.

Drugi sposób to przepis od Kazika.
Jest to rodzaj sałatki i jest bardzo smaczna. Nie omieszkałam otworzyć jeden słoik by nie spróbować. Ogórki wymieszane z papryką, chrupiące, wręcz wykwintne. Podniebienie wyczuwa smak winno-słodki, a po chwili daje się odczuć rozkosz papryczki chilli . Polecam ten przepis również, bo warto.
Przepis cytuję za autorem:

SAŁATKA OGÓRKOWO-PAPRYKOWA

Składniki.


  • 1,75 kg świeżych ogórków(najlepiej niezbyt wyrośnięte);
  • 0,5 kg cebuli;
  • 1,5 kg owoców papryki;
  • 25 g soli;
  • 10 g cukru;
  • 1 łyżeczka pieprzu czarnego/zielonego mielonego;
  • 20 liści laurowych;
  • 10 ziaren ziela angielskiego;
  • 1 łyżeczka nasion kopru;
  • 100 ml oleju z pestek winogron (ja dałam zwykłą oliwę)
  • 0,5 l octu winnego/jabłkowego ( u mnie ocet spirytusowy)
  • 0,5 l wody.
  • 3 strączki ostrej papryki (Anaheim, Fresno, Serrano, Habanero), może być suszonej.


Oraz jako opakowanie:

- 12 słoiczków (300 ml)po dżemie.
Przygotować zalewę: liście laurowe i ziele angielski gotujemy 10 minut w 0,5l wody, dodajemy ewentualnie ocet spirytusowy. Zagotować,wystudzić i odcedzić.

Ogórki dokładnie myjemy, wyrośnięte(ale bez zbyt dużych gniazd nasiennych) obieramy, średnie pozostawiamy ze skórką, szatkujemy na grubość 1,5-2 mm, paprykę kroimy w paski tej samej grubości,
cebulę w piórka nieco cieńsze, całość mieszamy z solą , cukrem oraz pieprzem i nasionami kopru. Pozostawiamy na 1-2 godziny , co jakiś czas delikatnie mieszając.

Do odcedzonego wywaru z liści i ziela dodajemy olej, ocet winny/jabłkowy, przelewamy do sałatki, mieszamy i zostawiamy na 1 godzinę „do przegryzienia”.

Wkładamy do słoiczków, do 6 z nich wkładaj po pół papryczki ostrej (możesz więcej ale to już rzecz gustu i własne ryzyko) z boku na ściance słoiczka (tak by były widoczne celem rozpoznania zawartości) i uzupełniamy słoiczki sokiem powstałym podczas wstępnej obróbki.

Pasteryzuj (temp. 80-85 º C) przez 7-10 minut.
Nie wiem jak Wy ale ja mam dni takie, że pikantne rzeczy jadłabym bez przerwy. Jestem pewna, że taka przekąska zaspokoi moje zachcianki i zawsze jest pod ręką.
Kochani, bardzo dziękuję za odwiedziny i każde słowo. 
Życzę wszystkim wspaniałej, rodzinnej niedzieli i serdecznie pozdrawiam. A teraz biorę się za obiadek i niedzielne słodkości.
Kurczak faszerowany już wskoczył do piekarnika 

Do następnego...i życzę SMACZNEGO !

sobota, 6 października 2012

ZAPASY DO POMYSŁÓW W CZASIE ZIMOWEGO GOTOWANIA


 Uwielbiam dodatki z kuchni włoskiej, a najbardziej pomidory suszone. W tym roku jest duży urodzaj więc nie żałuję sobie przetworów. Po ostatniej wizycie na wsi zaopatrzyłam się w zapasy warzyw i poświęciłam kilka dni na zrobienie zapasów na zimę.
Przede wszystkim, jak co roku nasuszyłam pomidorów. Jedne po wysuszeniu wraz z ziołami zalałam oliwą.
15 kg pomidorów umyłam , przekroiłam na pół (nie usuwałam środków, poza korzonkami), posoliłam i posypałam całą kolekcją ziół: bazylią, oregano, czosnkiem. Ułożyłam je na blachach najciaśniej jak się da i wstawiłam do piekarnika nagrzanego do temp. 100 stopni z włączonym termoobiegiem. Drzwiczki piekarnika zostawiam uchylone by opary wilgoci miały ujście. Zajmuje to ok 5 godzin.
Tak ususzone pomidorki , pachnące błogo ziołami wkładam do słoików i zalewam ciepłą oliwą wymieszaną z odrobiną tymianku z dodatkiem pieprzu i soli. Słoiczki szczelnie zamykam i zostawiam na kilka dni. Potem otwieram jeden i próbuję...mmmmm...poezja- pomidorki można jeść już same i są wspaniałym dodatkiem do sosów, pieczeni i wariacji z makaronami.
Drugą partię pomidorów pokroiłam w drobną kostkę, pozbywając się gniazd nasiennych. Następnie suszyłam w ten sam sposób co poprzednie tyle, że bez ziół i dodatków. Te pomidorki są ususzone jak wiórki i przechowuję je w słoiczkach. Wspaniałe jako dodatek do zup, sosów. Nadają potrawie wspaniały smak i zapach letnich pomidorków.
Co jeszcze zrobiłam? cukinię w octowej zalewie, paprykę, śliwki w occie. Zrobiłam też buraczki by mieć gotowca na zimę do barszczu czerwonego. Surowe pokroiłam w kostkę, zalałam wodą, osoliłam, a gdy zaczęły mięknąć doprawiłam tak jak doprawiam barszcz czerwony, czyli dodałam sok z cytryny, czosnek, pieprz, lubczyk. Gdy już były miękkie przełożyłam je do słoików wraz z powstałym sokiem. Zakręciłam na gorąco i zostawiłam do wystudzenia do góry dnem. Ot...cała filozofia.
Potem przygotowanie barszczu zajmuje mi tylko chwilkę.
Jesień...jesień....czas zapasów na zimę.

Dziękuję za każde miłe słowo i niestety uciekam do pracy.

Pozdrawiam gorąco!!!!

środa, 9 listopada 2011

wszem i wobec PIGWA

Szanowna Pigwa.

Często niedoceniany owoc naszych ogrodów. A jakże jest cenny !
Z pigwy można zrobić przetwory zamykając w słoikach cenne wartości i ogromne bogactwo składników mineralnych , magnez, fosfor, wapń, potas, żelazo, miedź oraz prowitaminę A, pełny komplet witamin z grupy B oraz witaminę C. Owoce pigwy wzmacniają i pobudzają apetyt, zawarta w nich pektyna w połączeniu z taniną jest nieocenionym wymiataczem resztek z przewodu pokarmowego. Owoce pigwy można gotować z mięsem, dodawać do kapusty, wzmacniać smak szarlotki, sporządzać konfitury, soki i nalewki. W połączeniu z miodem przygotowana w odpowiedni sposób jest bombą odpornościową na zimę chroniącą przed przeziębieniami.
Stosowana jest także w kosmetyce. We Francji zalewa się pigwę alkoholem na 2 tygodnie, potem rozcieńcza się z wodą i służy do przemywania skóry twarzy i szyi . Ma właściwości oczyszczające ale i regenerujące wierzchnią warstwę skóry.
Owoce pigwy najbardziej wartościowe są po pierwszych przymrozkach. Ja już swoją zebrałam i przygotowałam do różnych rzeczy.

1. zamiast cytryny do herbaty i jako mikstura na odporność

   Należy obrać z pestek i pokroić w plastry. Można też zetrzeć na dużych oczkach lub pokroić w kawałeczki.  Następnie zasypać cukrem i zostawić aż puści sok (ok doby). Potem pasteryzuję przez max. 7 minut i gotowe. Ja robię ciut inaczej- zlewam sok, a do owoców dosypuję jeszcze cukru i znowu zostawiam na dobę. Sok wstawiam do lodówki by uniknąć fermentacji. Na drugi dzień odlewam nowy sok i mieszam z wczorajszym. Do zimnego dodaję miodu lipowego (na litr 4 łyżki), mieszam dokładnie i rozlewam do małych słoiczków. Pasteryzuję 5 minut by dobrze się zamknęło. Pozostałe owoce pasteryzuję jak wyżej pisałam i mam w ten sposób polską cytrynę do herbaty.

2. galaretka z pigwy

  • 1,5 kg owocu pigwy
  • 1 kg cukru
  • 1, 5 litra wody
  • sok z cytryny

Pigwę pokroić, wyciąć nasionka, włożyć do garnka i dolać wody. Przez pół godziny gotować na małym ogniu, a następnie wystudzić. Sok odcedzić i przefiltrować. Płyn zagotować z sokiem z cytryny i cukrem, gotowac szybko i na dużym ogniu przez ok 10 minut, potem zszumować i zagotować ponownie. Na chłodnym spodeczku należy położyć odrobinę powstałej masy i po wystudzeniu sprawdzić czy galaretka się zsiada. Jeśli wszystko jest ok, rozlać do słoików.

3. Nalewka z Pigwy.

Są różne receptury będące bazą nalewki. Ja też przez kilka lat razem z moim tatą kombinowaliśmy na różne sposoby, aż każdy opracował własną.
Kiedyś zasypywałam pokrojoną pigwę cukrem najpierw, ale potem przekonałam się, że trudno odzyskać klarowność nalewki w fazie końcowej. Więc zaczęłam robić odwrotnie.
  • 1 kg pigwy
  • 0,5 l spirytusu (lub litr wódki)
  • 2 szkl cukru
  • 2/3 szklanki miodu lipowego
  • sok z połowy pomarańczy i skórka
  • można dodać 50ml rumu (ja nie daję)
  • rodzynki
Widziałam, że niektórzy dodają tez wanilię ale wtedy w/g mnie pigwówka traci swój naturalny smaczek i zapach.
Umyte owoce pokroić na kawałki i zalać alkoholem, zamknąć i odstawić w jasne miejsce na ok 1-2 miesiące. Gdzieś w okresie 3 tygodni odkręcić i dosypać umyte rodzynki. Po tym długim okresie zlać płyn, a owoce zalać roztworem cukru rozpuszczonego w 1 szklance gorącej wody dodając skrojoną skórkę z połowy pomarańczy,  i zostawić zamknięte na ok 10 dni. Czasem trzeba potrząsać słoikiem by cukier dotarł wszędzie. Uzyskany syrop połączyć z nalewką, dodać sok z połówki pomarańczy, miodek (i jak ktoś woli to rum). Tak przygotowaną miksturę zostawić na 2 tygodnie, potem przefiltrować i rozlać do butelek.
Naleweczkę chowamy na 2-3 miesiące by nabrała mocy i by smak był taki jak trzeba.
Mój tata jest pasjonatą nalewek z różnych owoców, wszystkiego przez lata sam się uczył. Nawet 20 lat temu zajął się pszczołami, zakupił pasieki i roje by mieć własny miód. I te jego bzyczące pieszczochy odwdzięczają się co roku.
Ja na święta mam nalewkę z pigwy i z żurawiny sprzed 2 lat. Domyślam się, że będą  rewelacyjne w smaku po takim czasie.
Z tego miejsca chętnie tez się pochwalę faktem, iż lubelskie nalewki słyną na wszelkich festiwalach i konkursach tej branży.
Pan Krzysio też lubi eksperymentować na tych zacnych trunkach . Nawet Robert Makłowicz zafascynował się biłgorajską żurawinówką na turnieju nalewek.

 Zapraszam również na stronę Amber gdzie pięknie opisała pigwę i znajdziecie tam wiele innych ciekawych pomysłów na zastosowanie w kuchni tych owoców. Warto poznać te tajniki.


Naleweczki to też bardzo fajny prezent na mikołajkowy czas.
Polecam wszystkim gorąco.

                  NA   ZDROWIE !

piątek, 9 września 2011

przetwory, wytwory......czyli gruszki w ostrej marynacie i nalesniki tatarskie z Markuszowa-prym na festiwalu w Lublinie

przekąska do zimowych rarytasów....
Skoro jest właśnie sezon na gruszki, pozwolę sobie polecić:

GRUSZKI W OSTREJ MARYNACIE

Jest to rewelacyjny dodatek do gorących i zimnych , mięs, drobiu i pasztetów.
  • -2 kg gruszek (małych i twardych)
  • -1 kg cukru
  • -1 szklanka 10% octu
  • -kilka goździków
  • -ciutkę cynamonu



Gotujemy syrop z octu, cukru i przypraw. Obieramy gruszki zostawiając w całości. Specjalną łyżką wydrążamy gniazda nasienne, zostawiając korzonki. Tak przygotowane gruszki wkładamy do gorącego syropu. Od chwili zawrzenia owoce smażymy w tym syropie na małym ogniu tak długo, aż staną się przejrzyste i nabiorą koloru miodu. Odstawiamy marynatę na 12 godzin. Po tym czasie gruszki przekładamy do twistów i zalewamy syropem, zakręcamy i pasteryzujemy jeszcze przez ok 10 minut.
Gruszki w każdej postaci są super magazynem kwasu foliowego i witaminy C. Polecam także jako dodatek na świątecznym stole
Wigilia - zapraszamy do stołu ..............................


U mnie już praktycznie obgoniłam się z głównymi przetworami. Zrobiłam też sporo innych korzystając z pomysłów Janeczki co polecam każdemu bo kobieta ma ogromny potencjał i niesamowitą moc twórczą.
.........................
a co słychać w naszym Lublinie?
słychać i czuć zapachy różnych kuchni. Na Farze odbyło się otwarcie Festiwalu Smaku i prezentowano m.in. kuchnię żydowską, orientalną i tatarskie naleśniki Jana III Sobieskiego z Markuszowa. W Czarciej Łapie odbył się konkurs dla uczniów szkół gastronomicznych propagujący kuchnię Lubelszczyzny.
Naleśniki sztandarowy produkt Markuszowa, poprzez który promowana jest gmina. Z tym wyjątkowym daniem związana jest ciekawa legenda. Zrobiła je żona Tatara służącego w polskim wojsku, dowodzonym przez Jana III Sobieskiego. Kiedy król posmakował naleśników nie mógł ich przestać jeść.
Składniki:
Na ciasto: 1 szklanka mąki, 2 jajka, 1 szklanka mleka, 1 szklanka gazowanej wody mineralnej, sól, olej na smażenie.
Na farsz: 6 ziemniaków, 25 dag tłustego sera, 1 cebula, 20 dag sera żółtego, sól, pieprz.
Na sos: 50 dag mrożonych borowików, listek laurowy, ziele angielskie, 1 cebula, olej, pół szklanki śmietany, sól.

Wykonanie:
Z podanych składników robimy ciasto, smażymy naleśniki. – Ziemniaki gotujemy w mundurkach, studzimy. Po obraniu przepuszczamy przez maszynkę razem z serem. Dodajemy smażoną cebulkę, sól i pieprz. Po wymieszaniu połowę startego żółtego sera.
Borowiki obgotowujemy z listkiem laurowym i zielem angielskim. Pokrojone na kawałki przesmażamy z cebulą na oleju. Kiedy grzyby odparowały, dodajemy śmietanę i trochę soli. Sos jest gotowy.
Każdy naleśnik posmarowany został farszem. Po złożeniu w kopertę obsmażono je na złoto z obu stron. Posypane serem piekły się jeszcze minutę. Podane z sosem borowikowym – smakowały rewelacyjnie!!!!
Można było też spróbować zupy z kozim serem.
A jutro?
festiwal pierogów (mniam, mniam) i turniej nalewek.

a oto zdjęcie naleśników tatarskich (Jacek Świerczyński- ma dobre oko i wie co dobre)

A teraz uciekam. Muszę skończyć moje kulinarne wynalazki próbne. Jutro jak będzie to zjadliwe będę już robić jako danie. Szykuję się na niedzielę, bo przyjeżdża rodzina męża więc chcę przygotować kilka smakowitości.

Miłej nocki i pozdrawiam wszystkich

czwartek, 8 września 2011

krakersy owsiane, naleśniki szpinakowe i jarzębina do mięsa

Naszła mnie ochota by zaproponować coś na ząb z małą nutką dietetyki.
Krakersy owsiane:
  • -120g płatków owsianych
  • -100g mąki
  • -1 łyżeczka drobnej soli
  • -1 łyżeczka kminku
  • -80 g miękkiego masła
Wszystkie składniki należy włożyć do malaksera i chwilkę miksować.
Dodać ok 2 łyżek wody by masa utworzyła ścisłe ciasto.Przekładamy ciasto na posypaną mąką stolnicę i rozwałkowujemy na cienki placek (jak na makaron). Pokroić na kwadraty i posypać grubo solą. Ciastka takie pieczemy w 180 stopniach ok 5 minut.
Takie krakersy są wyśmienite do dipów i serów. Są bardzo smaczne i przede wszystkim odpowiednie dla osób z uczuleniem na gluten.
..............................
NALEŚNIKI SZPINAKOWE

KOLEJNĄ PROPOZYCJĄ ZE STARYCH MOICH KAJETÓW SĄ NALEŚNIKI SZPINAKOWE.
Nie wiele nam potrzeba do przygotowania:
  • -0,5 kg szpinaku
  • -2 żółtka
  • -2 białka
  • -6dkg mąki
  • -mleko

Obrany szpinak sparzamy w osolonej wodzie,siekamy drobno i dodajemy 2 żółtka, mąkę, pianę z 2 białek i tyle mleka wymieszanego z gazowaną wodą mineralną by ciasto było lejące (naleśnikowe).
Smażymy naleśniki. Jako nadzienie można dodac posiekaną szynkę wędzoną lub posypać tylko parmezanem.
Ja osobiście do tego uwielbiam michę zielonej sałaty ze śmietaną i ogórkiem.

smacznego!!!!
........................................................
i teraz coś z przetworów

JARZĘBINA DO MIĘSA
idzie, idzie Pani Jesień...jarzębinę w koszu niesie...
warto wykorzystać te piękne kolorowe korale. Ja zawsze choć troszkę robię jarzębinę do mięs, którą potem dodaję zwłaszcza w okresie świąt.
Świeże owoce są gorzkie, nawet szkodliwe, ale po zblanszowaniu lub przemrożeniu można z nich robić przetwory.


  • -0,5 kg korali jarzębiny
  • -0,5 kg jabłek
  • -1 łyżeczka imbiru
  • -1 łyżeczka chili
  • -2 ząbki czosnku
  • -1 szkl. cukru
  • -10 dkg rodzynek

Jarzębinę myjemy, jabłka należy obrać i pokroić w kostkę. 2/3 owoców i cały cukier wsypujemy do rondla i dusimy ok 1,5 godziny. Gdy owoce są już rozgotowane, zostawiamy by przestygły. Potem masę przecieramy przez sito. Dodajemy drobno posiekany czosnek i namoczone rodzynki. Dosypujemy resztę owoców jarzębiny i pozostałe jabłka. Przyprawiamy. Doprowadzamy do wrzenia i dusimy ok 15 minut. Jeśli jarzębina jest mało słodka (bo ona pochłania najwięcej cukru) to dosładzamy. Szykujemy słoiki i napełniamy gorącą jarzębiną, zakręcamy i do góry denkiem stawiamy. W takiej jarzębinie robię wątróbkę duszoną, zaś na święta dorzucam śliwki wędzone i duszę w tym schabik.
Można dodać także odrobinę octu winnego , wtedy jarzębina staje się bardziej wytrawna. W takiej postaci polecam do dziczyzny.


Polecam gorąco!!!!! Pozdrawiam

środa, 10 sierpnia 2011

Zimowy paprykarz

Dziś narobiłam kolejną porcję warzywnego paprykarza na zimę. Bardzo dobre, zamiast wędliny na bułkę czy chlebek.
Nie ma dużo wydatków i pracy przy tym, a smak doskonały. Zbieramy już na działce plony więc warto wykorzystać różne pomysły.
...........................
  • Paprykarz:
  • pomidory 3,5 kg
  • cebula 0,5 kg
  • marchew 0,5 kg
  • papryka czerwona 1 szt
  • papryka zielona 1 szt
  • papryka żółta 1 szt
  • ryż 1 szklanka
  • olej 0,5 szklanki
  • sól do smaku
  • pieprz do smaku
papryka w proszku do smakuPaprykujemy 2
.................................

Pomidory przelewamy gorącą wodą i obieramy ze skórki, kroimy na małe kawałki. Marchewkę ścieramy na tarce o dużych oczkach. Papryki kroimy w małą kostkę. Cebule drobno siekamy. Warzywa gotujemy w małej ilości wody ok. 45 min często mieszając. Po tym czasie wlewamy olej, wsypujemy ryż, doprawiamy do smaku i gotujemy następne 45 min ciągle mieszając. Gorący paprykarz przekładamy do słoików i pasteryzujemy ok. 30 min.

i gotowe.

Życzę smacznego wszystkim :)