czwartek, 10 października 2013

MAKARONOWY SPONTAN, czyli jesienne inspiracje

Nic dodać, nic ująć...kluchy u mnie zawsze królują i są na pierwszym miejscu. Ze względu na to, że moje dzieciaki niezbyt przepadają za rybą od jakiegoś czasu dodaję ją podstępnie do różnych potraw.
Tym razem wykorzystałam do tego makaron. O tej porze roku niebywale inspirują barwy jesieni. Dostępność świeżych  warzyw pozwala malować kolory na talerzach i tworzyć różne smaki. No bo jak tu nie upajać się tym co daje nam natura w tych cudnych kolorach?
Jest to forma zapiekanki. Wykorzystałam do tego warzywa jakie miałam pod ręką, czyli cukinię, kukurydzę, cukinię grillowaną, szczypiorek , paprykę i pomidory. Oczywiście główny składnik to podgotowany makaron i filet rybny pokrojony na małe kawałki. Doprawiłam ziołami , solą i pieprzem białym.
 Wszystko zalałam sosem serowym czyli śmietaną wymieszaną z jajkiem i tartym żółtym serem
i zapiekłam przez ok. 30 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni
Potem gdy zapiekanka lekko przestygła nakarmiłam moich ukochańców.
Nikt z nielubisiów rybnych nie gapnął się, że w środku jest ryba i zjedli z ogromnym apetytem.
Takie sposoby dobrze się sprawdzają by dzieciaki zjadły raz na tydzień rybę. Pamiętajmy, że to zacne mięso zawiera ogrom skarbów-wartości, których niczym nie zastąpimy i trzeba jakoś kombinować by maluchy zjadły. Ciekawa jestem jak Wy sobie radzicie z podsuwaniem "nielubianych" potraw dzieciom.

Może ktoś się skusi?

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie

wtorek, 8 października 2013

WSTYDŹ SIĘ !

- wstydź się, wstydź. Tak zaniedbywać swoją wirtualną kuchnię!!!!- powiedziało moje sumienie z samego rana.
No jest mi wstyd. Na swoje wytłumaczenie mam tylko jedno: brak czasu.
Moje dziecię wyjeżdża do Ustrzyk w przyszłym tygodniu na coś w rodzaju poligonu dla kadetów więc ostatnio mamy trochę biegania. Trzeba porobić wszystkie badania, powypełniać druki, uzupełnić wpisy ze szczepieniami- sama biurokracja. W poniedziałek dostali już mundury i bereciki. Ech...jakie ładne to moje dziecię. Kurde...a jakie już duże!!! Ciuchy na 180cm wzrostu to przegięcie, bo ja sama mam zaledwie 165cm :)
W pełnym mundurze mój synio wygląda tak:
Oj dzieje się u mnie ostatnio sporo i to wszystko daje dużo radości. Kiedy byłam u Janeczki, podziwiałam na żywo jej cudeńka jakie robi. Już Wam pisałam o moich zakupach. Zamówiłam także zegarek. Janeczka robi przepiękne rzeczy ale zegarek zawładnął moim serduchem od pierwszego spojrzenia. Tak więc dostałam już przesyłkę. Jakże było ogromne zdziwienie gdy zobaczyłam tę pakę!
W pierwszym momencie pomyślałam, że Janeczka przysłała mi zegar ogromny. Okazało się, że w pudle były jeszcze niespodzianki. He...przyznałam się, że u mnie w tym roku nie ma żółtej cukinii. A tu bach!!!! przyjechało do mnie z samych Kaszub piękne , dorodne warzywo!!!!
Zegarek znalazłam wśród podarków. Jest cudowny, delikatny i idealnie pasuje do czerwonego kompletu biżutek jakie kiedyś zakupiłam u Janeczki.

 spójrzcie jakie cudne zapięcie: elegancki czajniczek i łyżeczka :)

Janeczko, dziękuję Ci bardzo serdecznie. Zakupy u Ciebie to sama przyjemność!!!
Kilka dni później dostałam przesyłkę od Edytki. Radości cała moc. Edytka przysłała mi fartuszek na butelkę, który strasznie mi się spodobał u niej na blogu. Nie będę ukrywać, że cała przesyłka to ogromne i radosne zaskoczenie.
Zobaczcie co dostałam

cudeńko

fartuszek kuchenny dla Johnego lub na winko

cudowny przepiśnik
Edytko, bardzo Ci jestem wdzięczna za tę niespodziankę!
W sobotę piekłam ciacho. Zostałam poproszona o zrobienie czegoś na niedzielny kiermasz ciast, gdzie zbierane były pieniądze dla Kuby chorego na białaczkę. Od jakiegoś czasu cały Lublin zbiera w różny sposób fundusze dla tego chłopaka. Każdy pomysł jest na wagę złota, a nawet życia.
Postanowiłam do akcji włączyć moje maluchy. Trzeba uczyć dzieci dzielenia się wszystkim.
Upiekliśmy błękitny biszkopt w kształcie serca, przełożyliśmy masą malinową. Biszkoptową masę zabarwiłam kroplą soku jagodowego.
Dzieciaki udekorowały tort same. Julcia z językiem na brodzie (bo to pomaga w skupieniu) robiła kropeczki wokół tortu, zaś mój Kubuś wymyślił i przygotował napis.
w przekroju powinien być błękitno-różowy
Z rana w niedzielę, razem z moim Ślubnym Szczęściem zawieźliśmy torcik i przekazaliśmy organizatorom. Niestety, nie mogłam zostać, bo musiałam iść do pracy. Później dostałam wiadomość, że tort, jak i inne ciacha tam wystawione sprzedały się w oka mgnieniu. Bardzo wszyscy się ucieszyliśmy, a moje dzieciaki puchły z dumy!
To tyle na dziś. W ten weekend znowu tworzę torcik na 30-te urodziny sąsiadki. Będzie kawowo orzechowy z alkoholem. Nad dekoracją usilnie myślę i mam już plana.

Dziękuję Wam za wyrozumiałość dla mojej nieobecności. Dziękuję także za tak liczne odwiedziny, przemiłe maile i komentarze. Jesteście kochani.
Pozdrawiam Was bardzo gorąco!!!!