Jak pisałam wczoraj, weekend spędziłam bardzo miło. Imieniny były super, a w kuchni nie leniuchowałam.
W sobotę wieczorem zrobiłam cebularze moim maluchom. Nie były one takie normalne, bo cebulę udusiłam z ziołami i dodałam pokrojone parówki. Z ciasta, które mi zostało zrobiłam bułeczki hot-dog. Dzieciaki zajadały ze smakiem. Ciasto robiłam takie jak do chaczapuri
A w niedzielę z rana, po śniadanku zabrałam się za obiadek. Ciacho zostało z wczoraj więc słodkości miałam z głowy.
Dziś zaserwowałam
RAGOUT WIEPRZOWE Z PIEPRZEM
co mi potrzebne do dania:
- liście laurowe
- pieprz ziarnisty
- ziarenka ziela angielskiego
- 2 łyżki wina czerwonego
- 2 łyżki bulionu mięsnego
- łyżka octu
- 2 kromki chleba

- pół kilograma mięsa wieprzowego (ja miałam łopatkę)
- cebula
- gruby plaster boczku
- 1 średnia marchewka
- 1 łyżka słodkiej papryki w proszku
- 1 łyżka soku z porzeczki
- zielony pieprz
- sól
I zabrałam się za pracę....Utłuczone przyprawy, wino (wytrawne), bulion, ocet, chleb razem gotować ok 10 minut, potem przecedzić. Mięso pokroić na kawałki. Boczek pokroić w kostkę i smażyc na małym ogniu, dodać kawałki mięsa i razem smażyć chwilę, następnie dodać cebulę pokrojoną w kostkę i smażyć na złoty kolor. Mięso zalać wywarem z wina i dusić na małym ogniu. Marchewkę obrać, pokroić w cienkie plasterki. Na ok 15 minut przed końcem duszenia dodać ją razem z papryką, sokiem porzeczkowym i zielonym pieprzem. Doprawic do smaku i dusić jeszcze chwilę.
Do tego zrobiłam knedle zamiast ziemniaków i zieloną sałatę z sosem ziołowym.
Nie jest konieczne dodawać wino, choć uzupełnia to całość bukietu smakowego. Ja dodałam, bo mam pozostałość po jakiejś kolacji z mięsem ciemnym. Najważniejsze w tej potrawie jest soczyste mięso i boczek. W czasie robienia obiadu przygotowałam ciasto na bułeczki do kolacji.
Potem po obiadku spacer z rodzinką , wspólna zabawa. Trzeba korzystać gdy jesteśmy wszyscy razem w domu i nie trzeba się nigdzie spieszyć. Bardzo lubię te chwile.
Potem razem z moimi pomocnikami zaczęliśmy produkować bułeczki na kolację.
Więc do dzieła!!
Ciasto jak pisałam zrobiłam w czasie obiadu. Potem uformowałam bułeczki , ułożyłam na blachę i schowałam do lodówki. Tak, tak...do lodówki by wyrosło do wieczora. Miałam już komentarz fachowy pod jakimś wpisem, że drożdżowego ciasta nie trzyma sie w chłodzie. A ja trzymam właśnie to i wiele innych i ciasto w lodówce pięknie wyrasta.
Potem wieczorem wyjęłam bułeczki z lodówki, posmarowałam mlekiem i zaczęłam pieczenie w 250 stopniach przez 10 minut.
Dla zainteresowanych podaję przepis na 30 bułeczek (koszt całości 5,40zł, więc przy mojej sporej rodzince to czysta ekonomia)
ciasto:
- 2 szklanki mleka
- 50 g masła roztopionego i wystudzonego
- 5 dkg drożdży
- 2 jajka
- 2 łyżeczki soli
- 1 kg mąki
- mleko do smarowania
Z całości wyrobić gładkie ciasto, uformować bułeczki i wstawić do lodówki. Najlepiej zrobić na wieczór by rano upiec szybciutko, ale ja tym razem robiłam w dzień by mieć na wieczór.
Potem posmarować mlekiem, można posypać ziarnami i piec tak jak pisałam wcześniej. I to cała filozofia...
Były świeżutkie bułeczki na kolację i zostały na rano na kanapki do szkoły i do pracy.
To tyle na dzisiaj.....
Życzę wszystkim miłego dnia i zmykam.
POZDRAWIAM SERDECZNIE



