środa, 16 stycznia 2013

O ŻESZ, TY ORZESZKU !

Dzień dobry.
Powoli i nieśmiało wysunęłam z rana nos spod kołdry. Za oknem śnieżno ale ciepło....słychać jak roztapiający się śnieg obija się o parapet. O nie ! pomyślałam- plucha i ciapa pewnie na dworze. Tak czy siak trzeba wstawać choć baaardzo się nie chce, a moja podusia woła do mnie: choć Aga, na 5 minut :)
Nie dałam się. Zryw i szoruję do kuchni. Nastawiam wodę na poranną kawę, mleko dla dzieciaków do śniadania, wskakuję w dresik po rannym chlapanku...i zaczynam budzenie i szykowanie...
   Teraz w domu cisza, bo nie ma nikogo. Dzieci odprowadzone do szkoły i przedszkola, starszy syn pojechał sam. Mąż od 6 rano pracuje, a ja? nadal wolne. Mimo tego ciągle jest co robić w domu, rozpiera mnie energia. Posegregowałam ubrania, wysprzątałam, poprałam...może dziś czepię się prasowania?
Męczę się strasznie wybita z rytmu bez jeżdżenia do pracy. W szpitalach nadal obowiązuje zakaz wjazdu na oddziały.
Rozgryzłam już zagadkę z kanarami. Pomógł mi w tym uprzejmy Pan Komornik.  Pesel osoby, która podała się za mnie okazał się numerem znajomej. Gdy się dowiedziałam kto to, to trudno było mi uwierzyć. I pomyśleć, że to dorosła kobieta. Pewnie liczyła na moją głupotę czy naiwność i na to, że zapłacę za nią te 500 zł. No cóż, przeliczyła się. Jej błąd trochę będzie ją kosztował ponieważ poza zasądzoną kwotą odpowie też za fałszowanie danych. Podałam jej aktualny adres, bo dlaczego nie? dlaczego ktoś ma mi robić takie rzeczy bezkarnie, a ja mam się dawać?
Tym bardziej, że stać tę kobietę by kupić sobie bilet za 2,80zł. Nie ważne, grunt, że uporczywość moja w dojściu prawdy została uwieńczona sukcesem.
No dobra. Idziemy teraz do kuchni.
Dziś chciałabym Wam przedstawić improwizację.
Jest to danie obiadowe w pełni kombinowane.
Niniejsza kompozycja spodobała się moim ukochańcom i zapewne raz na jakiś czas będę to powtarzać.

składniki:
  • garść orzechów włoskich startych
  • 1 pomarańcza
  • 1 słodko-winne jabłko
  • 1 średnia cebula
  • mała marchewka
  • oliwa
  • pierś drobiowa
  • makaron (rodzaj wedle uznania)

Na rozgrzana patelnię lejemy oliwę i wrzucamy umyte pokrojone w ćwiartki jabłka (ze skórką) oraz cebulę pokrojoną w grube kawałki. Gdy to się lekko podsmaży  dokładamy plastry marchewki i pokrojoną na kawałki pierś drobiową. Smażymy dalej ciągle mieszając by mięso szybko się podsmażyło. Następnie usunęłam z patelni kawałki jabłek i cebuli i wsypałam tarte orzechy. Smażyłam jeszcze 5 minut i wlałam wyciśnięty sok z 1 pomarańczy. Nie przykrywamy i ciągle mieszamy. Marchewka staje się miękka, mięso pulchne. Można lekko posolić ale ja nie dawałam przypraw tego typu by nie zatracić oryginalnego smaku. W to miejsce zrobiłam makaron bardziej słony.
Ugotowane klusie wykładamy na talerz, na nich kawałki mięsa i polewamy powstałym sosem.
Musze Wam powiedzieć, że wyszedł bardzo ciekawy smak i nawet chętnie zjedliśmy to COŚ. Przeważa smak orzecha ale wyczuwa się doskonale też inne dodane składniki.  Ciekawa jestem czy ktoś z Was zaryzykuje i wypróbuje ten smak. A może dodacie jeszcze jakiś składnik od siebie by to polepszyć? chętnie skorzystam z Waszych inspiracji.
Tym czasem zostawiam Wam na osłodę dzisiejszego pluchowego dnia przepyszne drożdżówki, które ostatnio robiłam z przepisu od Dominiki. Napiszę o tym następnym razem z ogromną przyjemnością.
Dziękuję serdecznie za Wasze miłe słowa, które są bardzo budujące i dają motywację do tego by dzielić się dalej moimi kulinarnymi wybrykami.
Serdecznie witam nowych gości, jest mi niezmiernie miło.
ŻYCZĘ WSZYSTKIM MIŁEGO DNIA!!!!!!



wtorek, 15 stycznia 2013

SIĘ POPLĄTAŁO

...ano i to całkowicie ale z pozytywnym skutkiem.
Dzień dobry :)


Miało być CHILI CON CARNE, a wyszło coś innego.
No tak, bo przecież wyleciało mi z głowy, że nie mam już w domu zapasu fasoli czerwonej i już. Do sklepu nie lubię latać po jedną rzecz więc zaczęła się improwizacja.
W ten sposób powstała pyszna zupa, całkowicie odpowiednia przy takiej zimowej pogodzie. Wszyscy się zajadali i żądali dokładki.

Zupa "niechcący"

  • mięso mielone
  • kukurydza
  • pomidory suszone
  • przecier pomidorowy
  • papryka czerwona (mogą być różne kolory) surowa
  • 1,5 l  rosołu
  • cebula
  • czosnek
  • liście laurowe
  • zioła: pieprz cayenn, papryka ostra, kmin, bazylia, sok z cytryny,tymianek, kolendra, imbir, cukier
Do garnka wlewamy  rosół i dodajemy mięso mielone i liście laurowe. Chwilę to ma się pogotować i należy często mieszać zanim mięso mielone "załapie", bo inaczej zrobią się bryłki. Potem trzeba dorzucić pokrojoną w kostkę paprykę , suszone pomidory , kukurydzę i koncentrat. Cebulę kroimy w drobną kostkę i mieszamy z pogniecionym czosnkiem. Dodajemy do zupy. Mieszamy, a na koniec doprawiamy ziołami i przyprawami. W smaku ma być KONKRET, czyli dobrze doprawione i intensywne. Gotujemy jeszcze ok 10 minut i w ten sposób mamy pyszną, aromatyczną zupkę.
Przelałam do talerzy, posypałam serem tartym i pokrojoną świeżą bazylią. Ogromnym pozytywem tej zupy jest to, że przygotowujemy ją w pół godziny i jest obłędna!

SMACZNEGO!

czas na deser......
 A teraz na prośbę obiecany przepis na szarlotkę z budyniem. Oczywiście tu też namodziłam, bo miała być szarlotka z bezą, ale cóż...już tak mam.
Receptura odwieczna w naszej rodzinie wprost z babcinego notatnika.
ciasto:

  • 50 dkg mąki pszennej
  • 1 szkl. cukru pudru
  • 250g masła (można dać 125 g margaryny i 125 g smalcu)
  • 2 jajka
  • 1 pełna łyżka śmietany
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • jabłka
  • 4 budynie śmietankowe
  • 1,25  l mleka

Mąkę przesiać na stolnicę, dodać sól i w tym posiekać masło. Dodajemy jajka i wyrabiamy dokładnie ciasto. Chowamy je do lodówki by dobrze się schłodziło.
W tym czasie jabłka obrać i pokroić na kawałki lub w plastry. Schłodzone ciasto dzielimy na dwie części. Jedną z nich rozwałkowujemy i przekładamy na natłuszczoną blachę. Dziurkujemy widelcem by ciasto równo się upiekło. Następnie układamy jabłka i wylewamy na to gorący budyń ugotowany z w/w proporcji.
Wszystko przykrywamy drugą częścią rozwałkowanego ciasta. I znowu dziurkujemy.
Ja piekę te ciacho ok 50 minut w 170-180 stopniach , do momentu aż wierzch przybierze złoty kolor.
Po wystudzeniu posypujemy cukrem pudrem lub polewamy lukrem. Ciasto wychodzi kruchutkie, jabłka upieczone i miękkie, a masa budyniowa rewelacyjnie komponuje się z całością.
BABCINA PYCHOTA!
Muszę się także pochwalić ponieważ dostałam miłe wyróżnienie, które przywędrowało do mnie zupełnie niespodziewane od Adama z bloga ARTRUSTIC. Jeśli nie znacie jeszcze tej strony to zapraszam, bo znajdziecie tam same cudeńka. Dziękuję serdecznie Adamowi za tę niespodziankę.
Pytania od Adama:
1. Lato czy zima?.....każda pora ma swój urok
2. Spacer czy bieg?......kocham spacery na łonie natury, ale często też biegam wieczorami by rozładować nadmiar energii.
3. Ulubiony rodzaj muzyki......muzyka u mnie jest zależna od nastroju, więc słucham każdej, ale najbardziej lubię Synthpop
4. Wolisz rządzić, czy robić co Ci karzą?........w zależności od sytuacji. Lubię postępować mądrze i racjonalnie
5. Co kochasz najbardziej w życiu?.....Moje Ślubne Szczęście i dzieci...i kocham spać
6. Jak spędzasz wolne chwile?.....przeważnie w kuchni przy dobrej muzyce -to mnie relaksuje
7. Mieszkanie w stylu nowoczesnym czy dawnym?....stanowczo w dawnym
8. Rękodzieło to hobby czy praca? ....hobby może przecież być pracą, ale przede wszystkim jest pasją
9. Ulubione zwierzę domowe.....psisko
10. Ulubiona potrawa.......potrawy z makaronem
11. Ulubiony trunek.....dobre piwo i ajerkoniak

I właśnie tak jest ze mną.
A teraz moje pytania do Was:
1. Lubisz przy pracy słuchać muzyki? jakiej?
2. Masz lekką rękę do pieniędzy czy raczej gospodarujesz oszczędnie?
3. Co wolisz: artystyczny bałagan czy wszystko na swoim miejscu z precyzją?
4. Fryzura elegancko ułożona czy wariacka?
5. W jakim ubraniu lubisz chodzić po domu?
6. Ulubiona potrawa ?
7. Domowe zacisze czy raczej impreza?
8. Co Ci dodaje energii?
9. Ulubiony miesiąc w roku i dlaczego ten?
10. Adidasy czy szpilki?
11. Spacerkiem do celu czy podwózka autem?

Adam ma rację, wcale nie jest łatwo wymyślać pytania ale się udało.
Jednak jak jak zawsze to wyróżnienie kieruję do Was wszystkich, bo każdy Wasz blog jest dla mnie wyjątkowy i ciężko wybrać tylko kilka do nominacji. 
TAK WIĘC PROSZĘ SIĘ CZĘSTOWAĆ KOCHANI. Sama jestem ciekawa waszych odpowiedzi.
ŻYCZĘ MIŁEGO DNIA PEŁNEGO POZYTYWNEJ ENERGII.

piątek, 11 stycznia 2013

CHLEBEK GRYCZANY kontra kanary

Dzień dobry moi drodzy.
Jakoś ostatnio złapałam smaka na kaszę gryczaną i jęczmienną. Robię sosy, gulasze z kaszą. Nadszedł też czas na chlebek.
Przepis prosty znalazłam na blogu KOBIETA W LUSTRACH  i bardzo mi się spodobał.
Tak więc dziś prezentuję

CHLEB GRYCZANY

Wszystko przygotowuje się w dwóch miskach. Ja to zrobiłam wieczorem, bo potem spokojnie zaczyn sobie postoi tyle ile trzeba.

 cytując za autorką:
Miska 1:

  • 250 g mąki gryczanej
  • 200 g wody
  • 1/2 łyżeczki soli
  • ja od siebie dodałam 4 łyżki ugotowanej kaszy gryczanej

Wszystkie składniki wymieszać, przykryć miskę folią i odstawić na 12 godzin.

Miska 2:

  • 250 g mąki pszennej
  • 200 g wody
  • 10 g świeżych drożdży

Wszystkie składniki wymieszać, przykryć miskę folią i odstawić na 12 godzin.

Z rana wymieszałam razem wszystkie składniki z obu misek i dodałam według zaleceń
  • 50 g mąki żytniej chlebowej
  • 50 g mąki pszennej 
  • 1 łyżeczkę soli
  • 10 g świeżych drożdży
  • 1 łyżka miodu
  • 1 łyżka oleju roślinnego
  • 2 łyżki miodu
 Należy zagnieść luźne ciasto i odstawić na 30 minut w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.
Przekładamy do formy (autorka poleca naczynia ceramiczne)
Chlebki piekłam w garnku rzymskim przykrytym pokrywą. Z tej porcji wyszły mi 4 sztuki.
Wstawiłam do zimnego piekarnika i piekłam 40 minut w 240 stopniach. Pokrywy nie zdejmowałam, bo garnek rzymski ma to do siebie, że pomimo zamknięcia wszystko w środku się rumieni tak jak trzeba.
Po upieczeniu wystudziłam, wyjęłam z formy i można się było raczyć do woli. Skórka chrupiąca, chleb mięciutki, pachnący...wspaniały i zdrowy. Polecam serdecznie.
................................................................................................
W naszym pięknym Lublinie cudowna zima. Sypie śnieg jak pierze z rozdartej poduszki, jest lekki mróz, nie ma wiatru. Zimowo na całego!

W pracy obecnie mam wolne, nawet nie chodzę do mojej babci, ponieważ pozamykane zostały oddziały w lubelskich szpitalach ze względu na panującą grypę, a zwłaszcza kilka przypadków tzw. świńskiej grypy (nie wiem czemu to się tak nazywa)
Na oddziałach pozostał tylko podstawowy personel. Wolne mam jak na razie do poniedziałku, co potem? to się okaże co zadecyduje lubelski sanepid.
A teraz sprawa trochę wkurzająca ale i śmieszna. Wczoraj dostałam pismo-PILNE wezwanie od komornika. Zadzwoniłam by zapytać o co im chodzi i dowiedziałam się, że mam karę z MPK i według orzeczenia Sądu Grodzkiego razem z odsetkami i kosztami egzekucja komornicza wynosi 500zł. No to bojowo nastawiona pojechałam tam dziś gdyż to jakiś kit na bank ponieważ do pracy jeżdżę mając bilet miesięczny(i to tylko w paskudną pogodę) lub wozi mnie mąż, a już najczęściej chodzę piechotą.
Na miejscu z komornikiem sprawdzając dokumenty doszliśmy, że KTOŚ został złapany przez kontrolerów (czyli przez kanary) i ten KTOŚ podał moje dane. Ta osoba musiała nie mieć przy sobie dokumentów (albo tak twierdziła) gdyż nie zgadzał się mój numer pesel, data urodzenia itp. Podane było moje nazwisko i imię oraz dokładny adres. Napisałam oświadczenie i sprawa zostanie umorzona. Teraz będą poszukiwać tej osoby według podanego nr pesel i (jeśli w ogóle znajdą) pociągną do odpowiedzialności za wykorzystywanie cudzych danych.
Zastanawiające w całej tej sprawie jest to, że kiedyś dawniej kontrolerzy wzywali na miejsce policję by ustalić lub potwierdzić tożsamość danej osoby, a teraz wierzą na ładne oczy...z tego wynika.
Cała sprawa na koniec mnie rozśmieszyła, bo jak trzeba być durnym by podać czyjeś dane i nie znać nr pesel albo daty urodzenia. I tak wszystko da się sprawdzić, a ja i tak bym nie odpuściła i drążyłabym temat do skutku.
Z TEGO MIEJSCA PRAGNĘ POZDROWIĆ DOWCIPNĄ OSOBĘ, KTÓRA PRÓBUJE FUNKCJONOWAĆ NA BAZIE MOICH DANYCH.
Kiedyś miałam podobną sytuację, choć może z innej beczki. Moja dobra znajoma zawzięła się na mnie, zakładała fikcyjne konta ze swoimi danymi i zgłaszała mnie na policję, że podszywam się pod nią. Doszło nawet do spraw sądowych-tak bardzo zabrnęła w swoich kłamstwach. Jednak sąd oznajmił co ustaliła prokuratura. Okazało się, że ta babka sama sobie zakładała te konta (portal udostępnił dane dla policji) i wyszło na jaw, że baba leczy się psychiatrycznie. Poradziłam sobie, bo dlaczego i z jakiej paki ktoś ma mnie wrabiać. Nie miałam czego się bać przecież, bo wiedziałam, że kłamie. Kobieta nie pała do mnie miłością i mściła się na każdym kroku. Jednak ta sprawa z MPK nie dotyczy jej, bo ta jest spoza miasta.
Żal mi ludzi, ale czasem rozśmieszają mnie normalnie :)) bo są jak kosmici!!!


 No dobrze, uciekam teraz do domowych obowiązków, bo nadrabiam zaległości korzystając z wolnego. Właśnie zaczynam przekopywanie mojej sterty prasowania i ponowne układanie w szafkach z ciuchami. Muszę posegregować ubrania dzieci, bo rosną jak na drożdżach i trochę zebrało mi się tych zbyt małych ciuszków.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie śląc ukłony dziękczynne za tak liczne odwiedziny i komentarze.
ZAPRASZAM NA PAJDĘ CHLEBA!!!!
ŻYCZĘ WILCZEGO APETYTU