niedziela, 7 lipca 2013

SŁODYCZ MIŁOŚCI W KAŻDYM SZCZĘŚLIWYM DNIU

...bo nieprawdopodobnym jest być kochaną i kochać ile sił starczy......
 Dziś są dwa powody do mojej radości.

Pierwszy to mój starszy syn Kacper.

Właśnie skończył gimnazjum. Ma już ten etap za sobą. Oceny na świadectwie i wyniki testów są super-nasz synio zdał z trzecim wynikiem. Jednak największą radością jest to, że ZOSTAŁ PRZYJĘTY  bez żadnych problemów do wymarzonej jego szkoły wojskowej. Gdy ogłoszono wyniki to się popłakałam ze szczęścia!!!! to szkoła jego marzeń!!!!! duma moja jest tym większa, że ten młody facet do wszystkiego doszedł sam, walczył ucząc się i to bez mojego "bierz się za naukę".  I tak zrobię wszystko by mu pomagać w realizowaniu marzeń, bo bardzo bym chciała by sie spełniały na każdym jego kroku w życiu.  Od września będę oglądać moje dziecko w wojskowym mundurze...i pewnie też sie popłaczę .
Kacper to szesnastolatek, który ma swoje plany na przyszłość, głowę pełna pomysłów, mądrze podchodzący do wielu tematów. Nie kręci go towarzystwo kolegów popijających piwo, nie rusza go współczesna moda na trendy boy z fają w zębach. Ma serce pełne dobroci, szacunku dla innych, szczerości i uparcie dąży do celu.
Mam nadzieję tylko, że dorosły świat nie zniszczy w nim tych wszystkich cennych wartości jakie ma w sobie.
KOCHAM CIĘ SYNIU!!!!

Drugi powód to ja i moje Ślubne Szczęście

Za nami kolejny wspólny rok pełen miłości, szacunku, przyjaźni. Czas pełen wspólnych przeżyć, wspólnych radości i wsparcia w każdej sytuacji...NASZ CZAS.
Każdy miniony dzień to samo szczęście, tak jak każde kolejne przed nami . Jestem tego pewna, bo pomimo ciężkich chwil wszystko przeszliśmy razem z wzajemnym wsparciem.
Przemek to wspaniały przyjaciel z sercem pełnym miłości. To mój anioł oddany w każdej sytuacji i strzegący mnie przed złymi chwilami.
A ja ? To mój cały świat, każdy moment w moim życiu i w pracy i w domu to Przemek. Pomimo lat, pomimo upływu czasu nasze uczucie jest ciągle nowe, każdego dnia kocha się mocniej i mocniej...i niech tak zostanie.
Niepotrzebne są rocznice by świętować wspólne życie. Jednak ja postanowiłam upiec dla mojego Ślubnego Szczęścia i dla Synia sernik.
Moi panowie uwielbiają serowe słodkości w każdej postaci, a serniki szczególnie. Dlaczego więc akurat dziś nie obdarować ich właśnie w ten sposób?

JAGODOWE NIEBO

Sernik zrobiłam według przepisu na zebrę, gdyż jest to dla mnie najlepszy. Bardzo lubię ten przepis, zwłaszcza za to, że można bawić się kompozycją smaków .
Przepis już jest na blogu pod różnymi wpisami. Ostatnio robiłam go w smaku waniliowo-miętowo-
truskawkowym.
Dziś sernik z jagodami w waniliowej chmurce.

Spód do sernika:
  • paczka herbatników 180g
  • 10dkg masła roztopionego (może być margaryna)
  • 1 pełna łyżka cukru
Masa serowa:
  • 1 kg sera białego mielonego
  • aromat waniliowy
  • 300ml śmietany 18%
  • 4 jajka
  • 1 szkl. cukru+cukier waniliowy
  • 1 pełna łyżka mąki pszennej
  • świeże jagody
Połączyć ze sobą składniki do masy serowej, czyli śmietanę, ser, jajka,szklankę cukru,mąkę aromat waniliowy, dokładnie wymieszać i miksować, ale nie długo by śmietana się nie ubiła.

Polewa :
szklanka śmietany 30 %, 2 łyżki cukru pudru, skórka tarta z cytryny

Herbatniki należy rozkruszyć, dolać stopione masło i cukier. Utrzeć w misce tłuczkiem. Wyłożyć do tortownicy, schłodzić w lodówce.

Smak jagodowy

 Świeże jagodny rozcieramy z odrobiną cukru i mieszamy z połową masy serowej.

Wylewamy masę serową po kolei na schłodzony spód w tortownicy.
Kolejność kolorów i smaków zależy od nas samych. Należy pamiętać jednak by każdą porcję wylewać na środek, wtedy równomiernie rozchodzi się masa i po upieczeniu ciekawie wygląda.
Do zimnego piekarnika wstawiamy naczynie z wodą i nagrzewamy go do 180 stopni
Wstawić sernik do nagrzanego piekarnika i piec ok półtorej godziny do dwóch  i co 30 minut zmniejszać temperaturę o 50 stopni.
Po upieczeniu jest wrażenie, że sernik jest półpłynny i tak ma być. Sprawdzamy jedynie czy masa serowa nie zostawia śladu na opuszku palca. To znak , że jest wszystko oki.
Wyciągamy sernik i studzimy. Potem wstawiamy do lodówki. Ja zazwyczaj serniki piekę na noc, wtedy jest szansa, że spokojnie wystygnie.




Wierzch: śmietanę ubić z cukrem dodając startą skórkę z cytryny. Wyłożyć na wierzch sernika i schłodzić w lodówce. Kiedy nasza zebra będzie już gotowa zdjąć obręcz i można dzielić między ukochańców małych i dużych.
Dekorowanie zostawiam już Waszej wyobraźni. Ja zrobiłam polne kwiaty z resztek masy cukrowej jaka mi została po ostatnich wypiekach. Napis jest z galaretki truskawkowej zas boki posypane tartą czekoladą.

Dziękuję serdecznie za tak liczne odwiedziny. Liczniki pod każdym nowym i starym postem kręcą się obłędnie do przodu co świadczy o tym, że chętnie tu zaglądacie. Witam serdecznie nowych gości w mojej kuchni i na Facebook'u.
Muszę pomyśleć i zaplanować temat, ale może zorganizowałabym jakiś mały konkursik?
Co Wy na to?

Życzę wszystkim wspaniałej, rodzinnej niedzieli pełnej radości i słonka!!!!







niedziela, 30 czerwca 2013

ODJAZDOWE CIACHO Z BABCINEGO KREDENSU

Jak na babcię przystało poczyniam także czasami ciasta ucierane, a co!
Moja babcia ( Wasze pewnie także) nie używała mikserów, robotów i innych sprzętów. Wszystko ucierane było ręcznie śmieszną kulką na patyku vel tłuczkiem w glinianej makutrze. Czy to mak na makowca, czy kremy, czy też ciasto. Wszystko zawsze wychodziło niebywale smaczne. Wiele z tych przepisów próbowałam zrobić ułatwiając sobie pracę mikserem i daję słowo...nie wychodziło mi w smaku takie ciasto jak babcine. Przekonałam się wtedy, że te starodawne metody są bardzo cenne i trzymam się ich tak jak i w tym przepisie.
Od jakiegoś czasu mam nową pacjentkę. Terapia z nią polega na ćwiczeniu koncentracji, motoryki dłoni...takie zabawy psychoruchowe. Po rozmowie z rodziną dowiedziałam się, że ta pani przed wypadkiem uwielbiała piec ciasta i pichcić. Z kuchni podobno nie wychodziła. He, he...to tak jak ja.
Postanowiłam w ramach terapii wykorzystać jej i moją pasję i raz w tygodniu kuchnia jest naszą salą do ćwiczeń. W pozostałe zaś dni urozmaicamy sobie ćwiczenia na inne sposoby.
Ostatnio robiłyśmy ciasto z przepisu mojej babci, ucierane ręcznie, z ubitymi trzepaczką białkami, zaś do środka ułożyłyśmy jabłka, które znalazłam w piwnicy. Ciasto wyszło super, wilgotne, pulchne i bardzo babciowe.

ODJAZDOWE CIACHO Z BABCINEGO KREDENSU

  • 2 czubate szklanki mąki
  • 1 szklanka cukru
  • 5 jajek (rozdzielić białka i żółtka))
  • 1/2 kostki margaryny (125g)
  • 1 łyżka smalcu
  • 1 łyżka śmietany
  • cały proszek do pieczenia
  • zsiadłe mleko lub jogurt (ewentualnie gdy ciasto zbyt gęste)

Margarynę, smalec,śmietanę, cukier, żółtka utrzeć w misce lub w makutrze tłuczkiem z okrągłą główką. Następnie dodać mąkę przesianą z proszkiem do pieczenia i dalej ucierać. Powstała masa ma być gęsta ale w miarę lejąca. Jeśli takowa nie jest to dodajemy do tego zsiadłe mleko. Ubijamy pianę z białek z odrobiną cukru, dodać do masy i delikatnie łyżką wymieszać.
Formę natłuścić i posypać bułką tarą, wyłożyć na to masę. Na wierzch układamy dowolne owoce. W naszym przypadku były to jabłka Renety pokrojone w ósemki.
Ciasto pieczemy w 160 stopniach przez ok. 1 godzinę, na spokojnie i bez termoobiegu.
Niebiańska rozkosz, smak z babcinego domu....nawet pani Halinka była zachwycona tym co nam wyszło. Sorry, że nie mam zdjęcia środka ciasta, ale zanim wystygło ja już musiałam jechać do następnego pacjenta. Trzy godziny lecą nam zawsze zbyt szybko, ale tak jest gdy jest fajnie. Po kilku dniach jak wróciłam to po cieście nie było śladu.
Smak tego ciasta jest wyjątkowy i możecie mi wierzyć wykorzystanie mikserów nie wchodzi tu w grę, bo wyjdzie nam całkiem coś innego. Będzie wtedy bardziej puchate. Gdy używamy do tego jabłek to można je skropić sokiem z cytryny lub jakimś alkoholem.

Ja i pani Halinka szalejemy razem w kuchni raz w tygodniu-pozostałe dni to inne zabawy terapeutyczne  ale chyba opracuję nowy plan zajęć by zwiększyć tę możliwość, bo moja pacjentka odzyskuje siły gotując czy piekąc, do tego obie świetnie się bawimy i rozumiemy, a przecież o to chodzi :)

Stare receptury i techniki jednak są niezastąpione.

Jakiś czas temu robiłam to samo ciasto ucierane ale z rabarbarem,
zaś do masy w trakcie robienia zamiast zsiadłego mleka dodałam zmiksowane truskawki. Ten sposób także polecam gdyż ciasto w smaku truskawkowym skusi każdego.



Na koniec z innej półki. SERNIKI....ostatnio padło pytanie o sernik truskawkowo, miętowo, waniliowy. Przepis na ten wynalazek zainteresowane osoby znajdą  W TYM MIEJSCU i są tam różne wersje smakowe.
Pochwalę się jeszcze tortem jaki robiłam na wczoraj dla małego piłkarza. Masa wypełniająca środek to śmietanowa mikstura z truskawkami...w pełni odjazdowa.
łatki zrobione są pianek marshmallow i świetnie się z nimi pracowało. Przynajmniej nie rozpuszczały mi się w rękach pod wpływem upału tak jak masa cukrowa. Więc ta opcja na obecna aurę jest zadowalająca.


Mama Igora bardzo zadowolona, a jaki efekt smakowy?....dowiem się niebawem 

Koniec roku upragniony i wreszcie wakacje!!! moje młodsze dziecię z ogromną przyjemnością przyjęło
dyplom z wyróżnieniem i świadectwo , zaś starszy syn (ten przyszły wojskowy) z niebywale gigantyczną radością przyniósł do domu świadectwo ukończenia gimnazjum. W ogólnej punktacji na tle klasy nasz Kacper jest w pierwszej trójce w wynikami za testy i oceny. Normalnie duma mnie rozpiera, bo to wszystko sam osiągnął dążąc do realizacji marzeń i myśląc o przyszłości.



Dziękuję serdecznie za każde słowo i za przemiłe odwiedziny. Witam nowych gości w mojej kuchni.

Życzę wszystkim SMACZNEGO OGLĄDANIA I CZYTANIA

piątek, 28 czerwca 2013

BUUU WNUSIA SIĘ STARZEJE

Tak, tak...wnusia to ja - Julka. Właśnie skończyłam 4 latka i jestem taka duża prawie jak babcia.
Umiem już prawie wszystko, gotuję z babcią, lepimy pierogi i pomagam dziadziowi.
Dziś skończył się pierwszy rok przedszkolnej przygody i awansowałam do starszej grupy. Uwielbiam przedszkole .

Kiedyś byłam całkiem mała i spałam z misiami, teraz śpię z Elmo.



Wujkowie od początku noszą mnie na rękach....fajnie mieć takich wujków :)
z babcią Agą


Potem zaczęłam rosnąć i rosnąć

zawsze lubiłam śpiewać




i każdą chwilę spędzam czule miętosząc mojego psiaka
moje pierwsze święta Bożego Narodzenia


krasnoludek
 Czas biegnie, a ja żyję sobie beztrosko wśród ludzi, którzy bardzo mnie kochają
śpiewam non stop

coś mi chodzi po głowie

w budce telefonicznej nawet śpiewałam


z moim kochanym dziadziem
 W niedzielę babcia przygotowała dla mnie tort.
Był pyszniutki, a najważniejsze, że babcia specjalnie dla mnie zrobiła myszkę Minnie- taką jaką sobie wymarzyłam.
Cały torcik był z masą truskawkową, bo uwielbiam tjuskawki, to białe coś to masa z bitą śmietaną.
Myszkę zjadłam ze smakiem, była też truskawkowa, kwiatki zjadł Kuba.
Wszyscy śpiewali mi sto lat i było bardzo fajnie...taki mój świąteczny dzień...co tu kryć...starzeję się :)


Wczoraj natomiast babcia szykowała paczki. Wymyśliła sobie, że zamiast kwiatów dla nauczycieli zrobi prezenty w postaci pysznego ciasta jabłkowego.
Pomysł świetny i każdy nauczyciel bardzo się ucieszył

Babcia nie ma kiedy poklikać do Was i prosiła bym napisała, że odwiedza Was systematycznie i podgląda. Jak znajdzie chwilunię to zasypie Was lawiną komentarzy. Moja babcia dziękuje serdecznie za to, że ją odwiedzacie i że chętnie piszecie tutaj.
Teraz ide babci pomagać bo na jutro szykujemy kolejny tort PIŁKĘ dla piłkarza- Igora- kolegi Kuby. Za chwilę będziemy robić łatki na piłkę, a ja lubię podjadać babci masę cukrową.
No to tyle na dziś. Pa, paaaaa