Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia lubelska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia lubelska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 września 2015

PRZYGODA GONI PRZYGODĘ

Ja to nie mogę usiedzieć na d...e. Ledwo ochłonęłam po przeżyciach w Warszawie, a już kolejne wariactwo.
 W tę sobotę odbędzie się wielki finał konkursu kulinarnego, w którym biorę udział. Przeszłam eliminacje, dostałam się do półfinału, a teraz czekam na ostateczną rozgrywkę.
Szczegóły i przepisy konkursowe możecie zobaczyć w tym miejscu (KLIK)
Konkurs organizowany jest przez Atrium Felicity w Lublinie.
 Inspiracja staropolską kuchnią lubelską- to przewodni temat tych szalonych weekendów. Nie wiedziałam o tym wydarzeniu ale dzięki informacji od Margarytki -Asi i za jej namową postanowiłam spróbować znowu swoich sił, bo co jak co ale kuchnię staropolską to ja uwielbiam i ciągle badam odkrywając na nowo.
danie zgłoszone do konkursu

Nie przekonywała mnie jedynie forma pozyskiwania głosów na moje dania, z góry założyłam, że nie uzbieram odpowiedniej ilości punktów. Jednakże zostałam bardzo mile zaskoczona. Internauci ze wszystkich stron klikali na mnie i mój przepis.
do dzieła

 I z tego miejsca chciałam bardzo serdecznie wszystkim podziękować, zwłaszcza ludziom na FORUM MEDYCZNYM i społeczności Facebooka oraz Margarytce Asi, . Jesteście niesamowici, głosowanie szło jak burza.

Pierwszy weekend , w półfinale przez dwa dni razem z Dawidem gotowaliśmy w galerii handlowej Felicity w Lublinie. To wspaniałe nowe doświadczenie. Jeszcze nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Stres i trema były ogromne. Każdy z nas musiał przygotować kilka dań, które zaprezentował na pokazach i poczęstował widzów.
 Przyznam szczerze, że moje zwoje mózgowe ogarnęła pustka, jakby ktoś krzyknął mi do ucha to długo echo by brzmiało. Nie miałam pomysłu na te dwa dni. Do tego przerażał mnie fakt, że Dawid to profesjonalista kulinarny, zawodowiec prowadzący wiele warsztatów kulinarnych, kucharz na całego....i gdzie mi do niego? że ja niby miałabym z nim rywalizować....
No cóż, nie mniej jednak musiałam się wywiązać skoro już wybraliście mnie do tej rozgrywki półfinałowej.
 Przygotowałam w końcu kilka dań , które powstały na bazie staropolskich receptur.

1. Jako przystawkę zaserwowałam SZASZŁYKI NALEŚNIKOWE RODEM ZE WSCHODU- czyli RUSKIE NA PAL.

    Zainspirowałam się jednym z ostatnich pomysłów Margarytki jaki znalazłam na jej blogu
     Były to naleśniki z farszem do pierogów ruskich, pokrojone w roladki i podane w formie szaszłyczka na pomidorku koktajlowym.

2. Dania główne w moim wykonaniu to były dwie opcje na sobotę i niedzielę.
  Sobotnie menu obejmowało ROLADKI DROBIOWE NA SAŁACIE Z KULKAMI MOZZARELLI ZAPIEKANYMI W PANIERCE I RYŻU ANYŻOWYM .

Pomysł ten powstał w oparciu o przepis na rulady śląskie, mięso drobiowe zastąpiło oryginał, kulki mozzarelli zrobiłam tak:
-ugotowałam ryż al dente w doprawionej solą i pieprzem wodzie, pod koniec dodając kilka gwiazdek anyżu.
-każdą kulkę mozzarelli obtoczyłam w ryżu tworząc kulkę, następnie obturlałam w mące, jajku i bułce tartej i smażyłam. Był to świetny dodatek do mięsa i sałaty

3. Deser- nad tym długo myślałam....nic nie można było upiec, bo organizator nie mógł nam zapewnić obiecanych piekarników więc musiało to być coś na szybko, smacznie i do tego w oparciu o kuchnię lubelską.

Tak więc przygotowałam LUBELSKI CHAROSET , czyli deser rodem z XIX wieku pochodzący od żydowskiej społeczności mieszkającej w naszym regionie.
Charoset to nic innego jak jabłka pokrojone w kostkę, do tego rodzynki namoczone w winie i tarte orzechy, doprawione przyprawami korzennymi i polane miodem.

4. Wszystko można było popić napojem przygotowanym wcześniej, a powstał on na bazie miąższu z arbuza, drobno posiekanej mięty i lubelskiego cydru (by pozostać w klimacie Lublina).
Owy napój nazwałam POSKROMIONY ŁOBUZ

5. W niedzielę nie zmieniałam menu gdyż ogrom pytań w prywatnych wiadomościach , wyrazów uznania i umawiania się ze mną na niedzielę sprawił, że podam to co ludziom smakowało. Zmieniłam jedynie danie główne.

Niedzielny obiad to były PLACUSZKI POD BOCZEK i jak się okazało to również był strzał w dziesiątkę.

Ziemniaki ugotowałam al dente, wystudziłam i pokroiłam w drobną kostkę, boczek wędzony również pokrojony na wielkość kostki ziemniaczanej dodałam do miski. Dużego pora pokroiłam w krążki i zeszkliłam na patelni na masełku doprawiając go ostrzej, dodałam do mieszanki ziemniaczano boczkowej w misce. Na koniec pokroiłam również w kostkę ser żółty, zaciągnęłam wszystko surowym jajkiem i dokładnie wymieszałam. Smażyłam placuszki tak jak placki ziemniaczane na patelni w tłuszczu. W między czasie ugotowałam jajka na twardo i pokroiłam je drobniutko. Każdy talerzyk wyłożyłam sałatką z vinegrette, na to poszedł placuszek posypany jajkiem. Muszę przyznać, że zaskoczenie miłe ogarnęło widzów i każdy bardzo chwalił taką niespodziankę smakową.


Wiele rzeczy mnie zaskoczyło, bo okazało się, że nie będzie możliwości nic upiec, że mamy mało czasu na przygotowanie wszystkiego, a do tego była do dyspozycji tylko jednopalnikowa kuchenka indukcyjna co było dużym utrudnieniem.
Jak się okazało, człowiek nie jest taki by sobie nie poradził, musiałam jedynie dobrze sobie rozplanować wszystko organizacyjnie.
Do pomocy została mi przydzielona Kasia, młodziutka hostessa, z której byłam bardzo dumna. Dziewczę uwijało się i robiła wszystko co jej powiedziałam dotrzymując mi kroku. Od razu wiedziałam, że Kasia nie boi się kuchni.
moja pomoc- Kasia
 Dania bardzo smakowały publiczności, moje Szczęście nie nadążało robić zdjęć bo w ciągu kilku minut wszystko znikało z półmisków.
Kasia nie nadążała uzupełniać półmisków
Głosy internautów i ogrom wiadomości jakie otrzymałam to szczyt szczęścia dla mnie. Jednak jak się dowiedziałam, że wygrałam i przechodzę do finału to już nogi się pode mną ugięły, nawet te od stołka na którym siedziałam.
  W nadchodzącą sobotę odbędzie się finał, gdzie dania będą oceniane przez Jury, a w tym i przez Grzegorza Łapanowskiego. Do wygrania jest robot planetarny tzw. KICIUŚ :) czyli KitchenAid oraz nagrody pieniężne.
Dla mnie nie ważne co będzie, ja już czuję się wygrana, bo to co osiągnęłam do tej pory to szczyt moich wyobrażeń.
fot. Felicity

W tę finałową sobotę będzie również przyznany zacny tytuł : BLOGER KULINARNY LUBLINA, który zostanie nadany przez Jury.

.............Ech....ja to sobie lubię umilić życie, ciągle w coś się wpakuję hi hi, a wszystko przez Asię Margarytkę...i za to jej dziękuję, zwłaszcza za to, że wierzy we mnie.

I tak w najbliższy weekend będę znowu świetnie się bawić przy garach. Nie wiem co będziemy gotować, bo mamy dostać składniki niespodzianki- takie wyzwania lubię.
Wiem też, że finałowa trójca świetnie sobie poradzi z zadaniem.
TRZYMAJCIE ZA NAS KCIUKI

Pozdrawiam serdecznie



niedziela, 30 czerwca 2013

ODJAZDOWE CIACHO Z BABCINEGO KREDENSU

Jak na babcię przystało poczyniam także czasami ciasta ucierane, a co!
Moja babcia ( Wasze pewnie także) nie używała mikserów, robotów i innych sprzętów. Wszystko ucierane było ręcznie śmieszną kulką na patyku vel tłuczkiem w glinianej makutrze. Czy to mak na makowca, czy kremy, czy też ciasto. Wszystko zawsze wychodziło niebywale smaczne. Wiele z tych przepisów próbowałam zrobić ułatwiając sobie pracę mikserem i daję słowo...nie wychodziło mi w smaku takie ciasto jak babcine. Przekonałam się wtedy, że te starodawne metody są bardzo cenne i trzymam się ich tak jak i w tym przepisie.
Od jakiegoś czasu mam nową pacjentkę. Terapia z nią polega na ćwiczeniu koncentracji, motoryki dłoni...takie zabawy psychoruchowe. Po rozmowie z rodziną dowiedziałam się, że ta pani przed wypadkiem uwielbiała piec ciasta i pichcić. Z kuchni podobno nie wychodziła. He, he...to tak jak ja.
Postanowiłam w ramach terapii wykorzystać jej i moją pasję i raz w tygodniu kuchnia jest naszą salą do ćwiczeń. W pozostałe zaś dni urozmaicamy sobie ćwiczenia na inne sposoby.
Ostatnio robiłyśmy ciasto z przepisu mojej babci, ucierane ręcznie, z ubitymi trzepaczką białkami, zaś do środka ułożyłyśmy jabłka, które znalazłam w piwnicy. Ciasto wyszło super, wilgotne, pulchne i bardzo babciowe.

ODJAZDOWE CIACHO Z BABCINEGO KREDENSU

  • 2 czubate szklanki mąki
  • 1 szklanka cukru
  • 5 jajek (rozdzielić białka i żółtka))
  • 1/2 kostki margaryny (125g)
  • 1 łyżka smalcu
  • 1 łyżka śmietany
  • cały proszek do pieczenia
  • zsiadłe mleko lub jogurt (ewentualnie gdy ciasto zbyt gęste)

Margarynę, smalec,śmietanę, cukier, żółtka utrzeć w misce lub w makutrze tłuczkiem z okrągłą główką. Następnie dodać mąkę przesianą z proszkiem do pieczenia i dalej ucierać. Powstała masa ma być gęsta ale w miarę lejąca. Jeśli takowa nie jest to dodajemy do tego zsiadłe mleko. Ubijamy pianę z białek z odrobiną cukru, dodać do masy i delikatnie łyżką wymieszać.
Formę natłuścić i posypać bułką tarą, wyłożyć na to masę. Na wierzch układamy dowolne owoce. W naszym przypadku były to jabłka Renety pokrojone w ósemki.
Ciasto pieczemy w 160 stopniach przez ok. 1 godzinę, na spokojnie i bez termoobiegu.
Niebiańska rozkosz, smak z babcinego domu....nawet pani Halinka była zachwycona tym co nam wyszło. Sorry, że nie mam zdjęcia środka ciasta, ale zanim wystygło ja już musiałam jechać do następnego pacjenta. Trzy godziny lecą nam zawsze zbyt szybko, ale tak jest gdy jest fajnie. Po kilku dniach jak wróciłam to po cieście nie było śladu.
Smak tego ciasta jest wyjątkowy i możecie mi wierzyć wykorzystanie mikserów nie wchodzi tu w grę, bo wyjdzie nam całkiem coś innego. Będzie wtedy bardziej puchate. Gdy używamy do tego jabłek to można je skropić sokiem z cytryny lub jakimś alkoholem.

Ja i pani Halinka szalejemy razem w kuchni raz w tygodniu-pozostałe dni to inne zabawy terapeutyczne  ale chyba opracuję nowy plan zajęć by zwiększyć tę możliwość, bo moja pacjentka odzyskuje siły gotując czy piekąc, do tego obie świetnie się bawimy i rozumiemy, a przecież o to chodzi :)

Stare receptury i techniki jednak są niezastąpione.

Jakiś czas temu robiłam to samo ciasto ucierane ale z rabarbarem,
zaś do masy w trakcie robienia zamiast zsiadłego mleka dodałam zmiksowane truskawki. Ten sposób także polecam gdyż ciasto w smaku truskawkowym skusi każdego.



Na koniec z innej półki. SERNIKI....ostatnio padło pytanie o sernik truskawkowo, miętowo, waniliowy. Przepis na ten wynalazek zainteresowane osoby znajdą  W TYM MIEJSCU i są tam różne wersje smakowe.
Pochwalę się jeszcze tortem jaki robiłam na wczoraj dla małego piłkarza. Masa wypełniająca środek to śmietanowa mikstura z truskawkami...w pełni odjazdowa.
łatki zrobione są pianek marshmallow i świetnie się z nimi pracowało. Przynajmniej nie rozpuszczały mi się w rękach pod wpływem upału tak jak masa cukrowa. Więc ta opcja na obecna aurę jest zadowalająca.


Mama Igora bardzo zadowolona, a jaki efekt smakowy?....dowiem się niebawem 

Koniec roku upragniony i wreszcie wakacje!!! moje młodsze dziecię z ogromną przyjemnością przyjęło
dyplom z wyróżnieniem i świadectwo , zaś starszy syn (ten przyszły wojskowy) z niebywale gigantyczną radością przyniósł do domu świadectwo ukończenia gimnazjum. W ogólnej punktacji na tle klasy nasz Kacper jest w pierwszej trójce w wynikami za testy i oceny. Normalnie duma mnie rozpiera, bo to wszystko sam osiągnął dążąc do realizacji marzeń i myśląc o przyszłości.



Dziękuję serdecznie za każde słowo i za przemiłe odwiedziny. Witam nowych gości w mojej kuchni.

Życzę wszystkim SMACZNEGO OGLĄDANIA I CZYTANIA

poniedziałek, 24 grudnia 2012

LUBELSKIE ŚWIĘTA

Choć bardzo lubię smaki z różnych stron Polski jednak nasze lubelskie zawsze kojarzą się z rodziną.
Dostałam wiele pytań na temat naszych lubelskich  smaków świątecznych. Trudno jest wymienić wszystko, bo jak wiadomo w każdym domu są inne tradycje, ale prosze uprzejmie:

1. LUBELSKI KARP SMAŻONY
  Rybę odfiletować i pokroić w cienkie dzwonki. Posypać solą i pieprzem i odstawić do lodówki.
Następnie obtoczyć karpia w mące i usmażyć na głębokim tłuszczu. Musi być bardzo chrupiący. Karp zrobiony w ten sposób jest bardzo dobry na gorąco i na zimno. Jak się go dobrze odfiletuje, to można jeść go jak frytki.

2. KARP DIETETYCZNY

Składniki:
  • 1 karp, 
  • 5 pokrojonych cebul, 
  • rodzynki i migdały według uznania, 
  • sól i pieprz. 
  • Na wywar: głowy i mięso z karpia, 
  • 3 marchewki, 
  • kawałek selera, 
  • 1 pietruszka, 
  • 2 cebule, 
  • 2 listki laurowe, ziele angielskie.

Wykonanie: do gotującej się wody wrzucamy głowy i resztki mięsa z ryby (dzwonki zostawiamy), wszystkie warzywa i przyprawy. Solimy i gotujemy przez co najmniej 2 godziny. Po pół godzinie wyciągamy marchewkę, jeśli chcemy później nią dekorować półmisek.

Karpia pozbawiamy długich ości oraz kręgosłupa (używamy do wywaru). Otrzymane filety kroimy w 4 centymetrowe paski. Bulion odcedzamy przez gęste sitko lub ściereczkę. Dzielimy go na dwie części. W jednej z nich gotujemy na bardzo małym ogniu przez 10 minut rybne filety. Do drugiej części bulionu wsypujemy 5 drobno pokrojonych cebul. Dusimy je przez 15 minut. Pod koniec dodajemy do cebul odcedzone z wody rodzynki i migdały.

Kiedy karp zmieni kolor z czerwonego na biały, to wtedy bardzo ostrożnie przekładamy go na szeroki półmisek. Pozostały bulion przelewamy do cebuli, dodajemy sporo pieprzu (potrawa powinna mieć słodkawo ostry smak) i odparowujemy. Karpia dekorujemy marchewką i zalewamy rybnym bulionem. Odstawiamy od lodówki i modlimy się, by galaretka zastygła.

3. ŚLEDZIE Z GRZYBAMI
 Leszek Mądzik:

Śledzie moczę, obieram ze skóry, kroję, posypuję siekaną cebulką i odstawiam na parę godzin, żeby doszły. Suszone prawdziwki zalewam na noc, odcedzam, kroję i rzucam na patelnię z oliwą.

Dodaję kilka małych prawdziwków mrożonych, duszę, po kilku minutach dorzucam cebulki. Kiedy się rzecz cała udusi, dolewam trochę wody, w której moczyły się suszone grzyby, zagotowuję i tą mieszanką zalewam śledzie. Kiedy wszystko wystygnie, przekładam do glinianego garnka, posypuję odrobiną pieprzu i gotowe.

4. WIGILIJNE PIEROGI Z KAPUSTA I GRZYBAMI
5. BARSZCZ CZERWONY GRZYBOWY Z USZKAMI
6. KARTACZE
7. ZRAZY Z GRZYBÓW

Grzyby od zawsze były ozdobą wigilijnej kuchni. Robiono z nich pyszne pasztety, panierowano suszone kapelusze grzybów w bułce tartej i jajku, wreszcie robiono przepyszne zrazy. Podawane z kaszą, ziemniakami w mundurkach lub chlebem były przysmakiem równym dzwonkom karpia smażonego na patelni.

Składniki: 50 dag grzybów, 20 dag kaszy manny, 1 cebula, 4 jaja, 3 łyżki tartej bułki, 10 dag tłuszczu, pół szklanki śmietany, 1 łyżka mąki krupczatki, 3 łyżki mąki ziemniaczanej, sól, pieprz.

Wykonanie: grzyby trzeba oczyścić, pokrajać na kawałki, poddusić z dodatkiem tłuszczu. Wsypać kaszę mannę, wymieszać, podprażyć. Jak masa wystygnie, zemleć w maszynce z połową cebuli, dodać jaja, tartą bułkę, mąkę ziemniaczaną, przyprawy i dokładnie wyrobić. Zrobić podłużne zrazy, zrumienić na tłuszczu i zalać sosem śmietanowym na bazie cebuli. Niech dochodzą w piekarniku.

8. KOMPOT Z SUSZU
9. RAJSKA ZUPA

Zupa z winnych jabłek była specjalnością przedwojennej kuchni. Podawano ją w chrześcijańskich i żydowskich domach, w prostych gospodach i wytwornych restauracjach.
 Składniki:
  • 50 dag złotej renety, 
  • 50 dag soczystych gruszek, 
  • 50 dag śliwek węgierek, 
  • 2 goździki, 
  • szczypta cynamonu, 
  • cukier, 
  • 1,5 szklanki śmietany, 
  • 1 żółtko, 
  • szklanka konfitury z rajskich jabłuszek.

Wykonanie: jabłka i gruszki ugotować z wydrylowanymi śliwkami. Przetrzeć przez gęste sito, doprawić cukrem, cynamonem i goździkami. Rozprowadzić przegotowaną wodą. Zupę zaprawić śmietaną, zagotować, jeszcze raz doprawić, zaciągnąć żółtkiem. Podawać w filiżankach z grzankami i konfiturą z rajskich jabłuszek. Zupę można jeść także na zimno, wtedy najlepsza jest z cynamonowymi ciasteczkami.

10. KLUSKI Z MAKIEM, ŁAMAŃCE, KUTIA








To na Lubelszczyźnie obowiązkowy akcent wigilijnej wieczerzy. Wymienione dania łączy mak. Jego purpurowe kwiaty były symbolem miłości, namiętności i krwi, która jest źródłem życia. Na większości stołów w naszych domach pojawią się kluski z makiem.

kluski z makiem

Mak trzeba sparzyć wrzącą wodą, podgrzać i zmielić w maszynce. Kluski wymieszać z makiem, dodać miód, otartą skórkę z cytryny, rodzynki i cukier waniliowy na smak.

łamańce z makiem

Z mąki, żółtka i cukru zagnieść ciasto, włożyć do lodówki. Po rozwałkowaniu pokroić drobno, piec na złoty kolor. Po sparzeniu ugotować mak, odsączyć, zmielić w maszynce, dodać miód, bakalie i wymieszać z łamańcami .


Kutia

Na lubelskich stołach pojawi się także prawosławna kutia, drugie „ekumeniczne„ danie wigilijnej wieczerzy. Pochodzi zza Buga, była przyrządzana przez mieszkańców Kresów.

Jej nazwa pochodzi od greckiego słowa „ziarno”. Kutię robi się z pszenicy, maku, miodu, orzechów i rodzynek. W domach Polesia lubelskiego kutię często gotuje się z kaszy jęczmiennej lub ryżu. Kresowa kutia dobrze znana na Lubelszczyźnie i Białostocczyźnie pojawia się także w domu Roberta Makłowicza w Krakowie, który ją wręcz uwielbia.

Ja osobiście, ze względu na fakt iż moja rodzina pochodzi z różnych stron Polski mam zawsze urozmaicone menu na świąteczne przyjęcie. Jako rodowita Lubelanka vel Lublinianka trzymam się podstaw tradycji smakowych ale zawsze wściubię coś z innych rejonów od babci Zosi, cioci Melci, wujka Jurka i innych wspaniałych osób z mojej rodziny

piątek, 14 grudnia 2012

BUCHTAnoc , bo mnie zapuszkowali

Do podusi, na miły sen.....ciepła buchta z babcinego przepisu z kubkiem mleka lub kakao...
Najlepsza bajka na dobranoc, a właściwie na buchtanoc :)
Zrobiłam sobie przerwę w gotowaniu świątecznym, żeby chwilkę odpocząć od świątecznych potraw. A ja uwielbiam ciasto drożdżowe, nie tylko jeść, ale i wyrabiać. Kocham także zapach pieczonego ciasta, który roznosi się po całym domu, a najbardziej lubię czekające dziobale naszych dzieciaków i zniecierpliwionego męża z uśmiechem na twarzy :)))
robimy

BABCINE BUCHTY

Takie buły piekła nasza babcia. Nadziewała je różnościami, a najczęściej kaszą z serem. Ja zrobiłam jedne z dżemem, a drugie z serem białym z wanilią. Rewelacyjny pomysł na przekąski dla dzieci gdy się gdzieś jedzie. Ale najlepsze są jeszcze ciepłe z kubkiem mleka!!!!
pieczemy

i robimy:

  • 3 szkl mąki pszennej
  • 1/2 kostki drożdży
  • 50g cukru
  • 1 łyżeczka soli
  • 3 jajka
  • 1 szkl mleka
  • 50g roztopionego masła
  • powidła lub dżem
  • ser biały wymieszany z jajkiem, cukrem i wanilią
Ja robię z podwójnej porcji i mam dwie duże blachy, ok 30 dużych drożdżówek
studzimy

można zajadać

mniam

buchty z serem i wanilią
Zrobić zaczyn. Rozpuścić masło i wystudzić. Potem wszystko wymieszać dokładnie pomijając jedno jajko, które zostaje do glazury. Wyrobić ciasto na gładko solidnie napowietrzając.  Lepić kule drożdżowe, rozpłaszczyć, nakładać farsz i zamykać. Układać w rządkach na natłuszczonej blasze. Kule mają do siebie dotykać by potem się połączyły w pieczeniu.
buchty z powidłami
Rozbełtać jajko z odrobiną mleka i posmarować buchty. Piekarnik nagrzać do 200 stopni, wstawić nasze gotowe buły i piec w 190 stopniach ok 20- 30 minut (aż złapią kolorek). Potem wyjąć i zostawić z blachą, a następnie wyłożyć na kratkę żeby wystygły do końca.
Niebo w gębie, smak z dzieciństwa ze wspomnieniem małej dziewczynki na wakacjach u babci na wsi biegającej po podwórku.


 Jeszcze chwila i skończą mi się duże zamówienia. Dziś jedna dostawa pojechała w świat
gotowe do wysłania
W przerwie między jedną turą, a drugą zrobiłam sobie świąteczną puszeczkę i pudełeczko na nasze pierniczki, które już odleżakowały swoje i trzeba było je już zadomowić gdzieś.
Pucha jak pucha - żadna rewelacja, mój debiut w tym temacie zajął mi pół godziny więc nie robiłam tego profesjonalnie. Jest odrobinę do poprawki i wypada wykończyć dokładniej brzegi. Jednak przyznam szczerze, że nie mam czasu na więcej. Chyba będzie tak jak jest i już....ZAPUSZKOWALI MNIE W DODATKU!!!!

W następnym wpisie pokażę Wam co schowałam w tych białych pudełkach i co cieszy się największym powodzeniem. Pochwalę się także pięknymi prezentami jakie otrzymałam ostatnio.

Uciekam do kuchni, bo muszę zdążyć z kolejnym kulinarnym etapem na jutro .
Życzę wszystkim spokojnej nocki.

Pozdrawiam i dziękuję dosłownie za wszystko!!!!!!! Jesteście wspaniali !!!

piątek, 23 listopada 2012

WIELOTWARZOWIEC

Kulebiak, bo o nim mowa- to wspaniały smakołyk, który ma wiele twarzy. Już robiłam kilka dań bazując na kulebiaku. Tym razem kulebiak z mięsem i z fetą.
Samo zrobienie to chwila roboty i przygotowań ale warto zachodu, bo bardzo smaczne.


CIASTO

  • 1 kg mąki, 
  • 1 margaryna,
  •  ½ szkl oleju, 
  • 1 szkl cukru,
  • szczypta soli, 
  • 0,5 l śmietany, 
  • 5 dkg drożdży wymieszać razem
Ciasto zagnieść i zostawić do wyrośnięcia. Przez ten czas można przygotować farsz. Wyłożyć nim tortownicę lub inną formę, napełnić farszem. Wierzch przykryć resztą ciasta, posmarować jajkiem i piec ok 40 minut w 180 stopniach.

KULEBIAK-to przysmak rodem ze staropolskich receptur z XIX wieku. U mnie w domu kulebiaczek gości również na kolacji wigilijnej. Jak już wspomniałam, to wytrawne ciacho można robić na wiele sposobów, a wszystko zależne jest od farszu.
Farsz do kulebiaków:
1.propozycja:  Kiszoną kapustę ugotować. Grzybki suszone namoczyć, (mogą być też świeżutkie kurki) ugotować a następnie przekręcić przez maszynkę. Połączyć z ugotowaną kapustą. Dodać przesmażoną na tłuszczu cebulkę. Doprawić solą i pieprzem.
2. propozycja:  Ugotowana i zmielona przez maszynkę soczewica (może być z dodatkiem gotowanego mięsa). Do tego dodać podsmażoną na tłuszczu cebulkę i doprawić do smaku.
3.propozycja:  0,5 kg sera + 1 szkl. uprażonej kaszy jaglanej + garść suszonej mięty(roztartej), szczypta soli i cukru do smaku.
4.propozycja: mięso mielone z jajkiem, papryką, cebulą, serem żółtym i ziołami.
5.propozycja: mięso z ryby z jajkiem i bułką
6. propozycja: farsz grzybowy
7. propozycja: mięso drobiowe z trzema rodzajami serów: feta, gouda i mozzarella.
Oczywiście wszystko doprawiam ziołami firmy Prymat, które są bardzo aromatyczne i dobre jakościowo. Mi osobiście bardzo podpasowała ta firma. Ostatnio szaleję z dodatkiem pieprzu cytrynowego i muszę przyznać, że potrawy nabierają całkiem nowego smaku.

...a na koniec zostawiam Wam małe słodkości. Ciasto w 40 minut dające ogromną radość dzieciakom ale o tym w następnym wydaniu , czyli w nowym wpisie.
Dziękuję za odwiedzinki i pozostawione słówko.
Pozdrawiam serdecznie wszystkich i witam nowych gości tu, w mojej kuchni oraz na Facebooku.
A teraz uciekam, bo pracy przede mną co nie miara, a ja jeszcze w lesie.
BUZIAKI :)